Herbaciany Elementarz · Podróżniczo · Sprawy bieżące

Herbatniczkowy rok

I tak niepostrzeżenie przedwczoraj minął cały rok od dnia, kiedy postanowiłam pisać tego bloga. Dziękuję wszystkim, którzy mi w tym pomagają, inspirują oraz oczywiście czytają. W tym roku, Herbatniczek był wyświetlony ponad 4 tysiące razy przez gości z 40 krajów.

Z okazji urodzin, mały prezent- krótka wycieczka po Sznaghaju i Hangzhou zakończona ceremonią Gong Fu. Wycieczka bardzo chaotyczna, z wieloma niedopowiedzeniami, w pośpiechu- taka jaka była nasza wizyta. Mimo to, mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu zachęci do odwiedznia tego wspaniałego kraju.

Szanghaj

Mój wyjazd do Chin był tak jakby wymuszony. Nigdy nie myślałam, że wybiorę się w tamte strony. No ale tak się złożyło, że przyszło porzucić to co się robiło i polecieć ze swoim prywatnym Hiszpanem na drugi koniec świata. Po kilku latach wspominam całą podróż lepiej. Może trzeba pojechać tam jeszcze raz ze spokojniejszym podejściem i większą wiedzą?

Pierwsze kroki…czyli witamy w innym świecie

 Lotnisko w Szanghaju jest ogromne i przynajmniej w momencie w którym przylecieliśmy, było puste. Pierwszym szokiem było zaś opuszczenie jego budynku. Z przyjemnej klimatyzowanej sali dosłownie wtopiliśmy się w gorące i wilgotne powietrze. W zasadzie przez większość mojego pobytu czułam się tak jakby brakowało mi powietrza do oddychania. W końcu inny klimat.

Kolejnym spostrzeżeniem był ruch drogowy. Poruszalismy się taksówkami, gdyż tak nam poradzono- dość tanie i bezpieczniejsze dla nieznających chinskiego obcokrajowców niż metro (mieliśmy wydrukowaną listę zdań w stylu: Proszę zawieźć mnie do….). Już pierwsza jazda taksówką uświadomiła nam dość specyficzny kodeks ruchu drogowego. Cały czas myślę, że tam jedzie każdy jak chce i jak mu wygodnie. Po drodze do naszego lokum zdążyliśmy jednak zauważyć jedną ze świątyń.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Obiekty kultu

 W okolicy w której mieszkaliśmy, między ogromnymi wieżowcami, znajdowałą się buddyjska świątynia. Widok jak z National Geographic. Miejsce jakby żywcem przeniesione z historii. Trafiliśmy akurat na jakiś specjalny dzień, bo pełno było modlących się osób. Dużo kadzideł, które mieszały się z dusznym powietrzem, wiele osób rzucało lub ustawiało monety na szczęście. W salach z Buddą pozostawione kwiaty, jedzenie i picie. Niestety nie mieliśmy przewodnika, niewiele z tego wszystkiego mogliśmy zrozumieć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Równie ciekawa okazała się świątynia Jadeitowego Buddy. Wielki, wykonany z jadeitu Budda, spoglądał tam na nas spokojnie. W samej jego sali nie można było robić zdjęć, jednak to co napstrykaliśmy dookoła spokojnie nam wystarczyło. Ogólnie świątynie wydały mi się bardzo ciekawe. Mają w sobie coś nieuchwytnego. Niby są tłoczne, jednak sama atmosfera skłania do szacunku i refleksji. Chyba najbardziej odczuwalne to było w kompleksie świątynnym w Hangzhou, ale o tym za chwilę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Dar syna dla rodziców- Ogród Yuyuan

 W samym środku rynku, gdzieś między budkami i sklepikami, kryje się całkiem spory mur. Jeśli uda się znaleźć do niego wejście, można przenieść się w miejsce zupełnie magiczne- do ogrodu Yuyuan.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolega, który z nami odwiedzał to miesjce trochę nam poopowiadał na temat tego co oglądamy. Dowiedzieliśmy się, że ogród miał odzwierciedlać ogrody cesarskie, tak by rodzice Pan Yunduana nie musieli nigdzie podróżować, co było dość utrudnione w ich podeszłym wieku. Ogród Yuyuan jest piękny, nawet tłum turystów nie zdołał tego przyćmić. Drzewka bonsai, pięknie zadbane krzewy, wiele ciekawych budynków (w tym na przykład teatr), rzeźbione smoki, strumienie i stawy. Zupełnie tak jakby za murem nie było tego gwarnego targowiska.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rynek i centrum podróbek

Nie samymi podróbkami Chiny stoją, a wręcz przeciwnie. Choć oczywiście są one i tam obecne. W Sznaghaju jest nawet specjalna hala targowa z takimi towarami. Dość mocno nastawiona na obcokrajowców, bo to właśnie tam mówiono po angielsku (jako niemal jedyne miejsce spośród tych które odwiedziliśmy). W różnych boksach można znaleźć podróbki niemal wszystkiego od torebek, telefonów, ubrań biżuterii po najróżniejsze akcesoria. Co ważne- należy się targować. W zasadzie każda cena podawana jest z dużym wyolbrzymieniem. Niektóre przewodniki mówią, że cena właściwa to tylko 25% ceny pierwotnej.

Podróbki można również znaleźć na wielkim targowisko- jarmarku. W zasadzie przypominało mi to trochę Stadion X lecia w Warszawie.
Pełno małych boksów pościskanych ze sobą, a między nimi nawet całkiem przyzwoite lokale. Oczywiście to wszystko w wielkiej ludzkiej rzece. Ilość ludzi poprostu przeraża i męczy. Gdzie się nie odwrócisz są ludzie, ściśnięci ludzie. To przynajmniej mi odebrało przyjemność z robienia zakupów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na rynku znajdziemy wiele ciekawych artykułów- czajniczki, czarki, zestawy do gongfu cha, katany oraz inną broń, pędzle do kaligrafii, ubrania, biżuterię i jedzenie. Nic tylko rzucić się w zakupowy szał, targując się wytrwale. Wspomagają nas w tym sprzedawcy głośno nawołujący do zakupów u nich. Do tych z zachodu najczęściej krzyczeli “Iphone, Iphone”. Na całą tą wrzawę spoglądały sobie czy to z ukrycia, czy z wyskości budynków mniej lub bardziej ukryte smoki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Ulice

 W dzielnicy w której przyszło nam mieszkać, na ulicy można było spotkać nawet dość wielu białych obcokrajowców. Wielu z nich mówiła płynnie po chińsku. Wielkie wieżowce, modne bary i restauracje, sklepy luksusowe sprawiały, że całe to wyobrażenie o Chinach jak z filmów kung- fu kompletnie się zmienia. Gdzieniegdzie jakiś stragan z jedzeniem na wynos. Co ciekawe, na ulię się pluje, wylewa wszelkie nieczystości. Chodzenie w sandałach nie jest więc może zbyt higiniczne.

Wiele jest motorów elektrycznych, które bez najmnieszego dźwięku jakoś uczestniczą w tym zagmatwanym systemie drogowym. Taksówki przemykają raz po raz, ale w godzinach szczytu jest prawie niemożliwe złapać wolną.

 Jedzenie

 Nie ufałam chińskiem jedzeniu. Nie znam języka, nie wiedziałam, co mogę znaleźć na talerzu. Na szczęście znajomi zabrali nas do restuaracji. Pierwsza rzecz- zamówili ogromną ilośc jedzenia. Jak to podsumowała koleżanka- Chińczycy nie mogą się nigdy zdecydować co wybrać, a że jedzenie jest tanie, to zamawiamy wszystko, a potem się dzielimy. Poza tym zauważyłam, że ilości pochłanianego jedzenia są ogromne.

Co mi najbardziej smakowało? Słodka zupa z zielonego groszku, smażone tarte ziemniaki ze słodką posypką, kurczak z korzeniem lotosu. Czego nie spróbowałam? “Pijanych krewetek”, czyli żywych krewetek wrzuconych do miseczki z winem po to by się nim upiły i nie rzucały gdy się je spożywa.

Czego popróbowałam? “Stuletnie jajko” czyli jajko na twardo zakonserwowane na długi czas, wędzony język kaczki, wędzoną szyję kaczki, żaby, tofu…

 Bund

 Bund to chyba najbardziej rozpoznawalne miejsce w Szanghaju. To właśnie jego panoramę się pokazuje na pocztówkach i wszelkiej maści zdjęciach. Zwiedziliśmy je dość szybko, podczas jednego z wieczorów. Poza ogromną ilością ludzi nie pamiętam za wiele. Jeśli czasem byliście na jakimś koncercie i po jego zakńczeniu cały tłum ruszał do wyjścia… to właśnie tak zwiedziłam Bund. W jednej wielkiej ludzkiej kolumnie uważając by na nikogo nie wdepnąć, żeby nikt na mnie nie wdepnął i żeby się nie zgubić znajomym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Hangzhou

Deptak i sklepy z herbatą

 Po przyjeździe, znajomi zabrali nas na tamtejszy deptak starówkowy. Podobał mi się on bardzo. Niezbyt duże budynki ze sklepikami i stoiska z rękodziełem, na ulicy kilku artystów, nawet w miarę luźno i spokojnie. Właśnie tam weszliśmy do sklepu z herbatą. Szczerze powiem, że nie wiedziałam gdzie się spojrzeć. Ściany pełne puszek z herbatami oraz herbacianych akcesoriów. Najlepsze jednak było to, że na środku stały małe stoliki i gdy chciało się kupić jakąś herbatę najpierw się jej próbowało. Nie było to ceremonialne parzenie, jednak smak i zapach tych herbat był niepowtarzalny. Wyszliśmy stamtąd całkiem obładowani (Dzięki Liang!)

Inną ciekawostką, był salonik medycyny tradycyjnej. W budynku wyglądającym na dość stary, znajdowała się apteka naturalna pełna ziół, mazi, mieszanek i innych tym podobnych specyfików. Za ścianką natomiast urzędował lekarz. Znajomi powiedzieli mi, że on powie Ci na co jesteś albo na co będziesz chory i poleci Ci odpowiednie zioła. Niestety, trzeba się do niego zapisać.

Kompleks Świątynny

 Następnego dnia wizyty odwiedziliśmy Świątynię Yongfu i Taoguang. i jest to jedno z miejsc, które naprawdę bardzo mi się podobało. Jest to w zasadzie cały kompleks świątynny, niedaleko Jeziora Zachodniego. W wielkim parku, albo właściwie lesie, znajdziemy piękne budynki, wiele posągów Buddy, w tym wykonane w litej skale, całe gaje bambusowe, strumienie, jeziorka i poletka herbaciane. Znajduje się tam też wiele ważnych nagrobków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podczas dość długiego zwiedzania towarzyszyły nam śpiewy cykad. Na sam koniec, zjedliśmy obiad w świątynnej restauracji. Oczywiście dania były bezmięsne, gdyż tego wymaga tamtejszy kult. Były bardzo smaczne. Jako ukoronowanie, na deser przygotowano nam herbatę metodą Gongfu cha, którą można w linku na końcu postu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Jezioro Zachodnie

 Jedna z atrakcji turystycznych Hangzhou- wielkie jezioro usytuowane między górami. Jezioro to znane jest ze swoich malowniczych widoków, które bardzo często są uwieczniane w sztuce. Brzegi jeziora porastają lotosy. Można pospacerować urokliwymi alejkami w otoczeniu przyrody i nawet w niektórych momentach, w ciszy. Między małymi wyspekami poprzerzucane sa wspaniałe mosty. Żałuję tylko, że nieustannie towarzyszył nam deszcz i ze zdjęć niewiele wyszło.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Skompresowana wizyta

I na tym zakończył się nasz pobyt w Chinach. Był zdecydowanie za krótki by móc co kolwiek poznać i zrozumieć. Nie mieliśmy czasu na wiele ważnych i ciekawych miejsc (nie odwiedziliśmy na przykład muzeum herbaty w Hangzhou…). Jednak to co zobaczyliśmy jest ogromną zachętą by tam powrócić. Kto wie, co się jeszcze wydarzy?

Obiecany filmik z ceremonii Gongfu można obejrzeć tutaj. Niestety nie ma on super jakości, bo kręcony był kompaktem, ale zawsze to coś:)

Reklamy

3 thoughts on “Herbatniczkowy rok

  1. Dziekuje:)
    Staram sie wstawiac wieksze zdjecia, jednak tutaj nie mialam za bardzo jak bo robilam je moim starym kompaktem i ani jakosci ani wielkosci nie maja. Z innymi postaram sie poprawic:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s