Podróżniczo

W krainie ognia i lodu- Islandia pierwsze podejście

Do odwiedzenia Islandii nikt nas nie musiał specjalnie namawiać. To nie była kwestia tego „czy pojedziemy” tylko „kiedy pojedziemy”. Podróż poślubna to dobra okazja, więc właśnie w jej ramach wybraliśmy się na Islandię.

_EWA8146_h

Pobyt trwał około tygodnia od 30 października późno w nocy do 7 listopada. Nie był to też wyjazd na świeżo, bo do Reykiaviku dotarliśmy po 48 godzinnej podróży z Japonii (Noc na lotnisku w Osace, podróż do Tokio, z Tokio do Londynu, czekanie w Londynie i wreszcie lot z Londynu do Reykiaviku… to dłuuuga podróż i dłuuga historia nad którą nadal zastanawiam się- jak ja dałam radę? Ale teraz nie o tym.)

Pierwsze wrażenia

To deszcz, wiatr, noc i śmierdząca woda w hotelu. Prywatny Hiszpan orzekł: „Mogli chociaż umyć odpływ w łazience”. Przytaknęłam i niemal natychmiast zasnęłam. Dopiero dwa dni później zrozumieliśmy, że śmierdzi woda, bo jest to woda z gorących złóż, naturalnie bogata w siarkę.

Poza tym, byliśmy pod wrażeniem zorganizowania turystycznego. Nie ma z niczym problemu. Martwisz się o transport- jest i czeka na Ciebie. Na lotnisku możesz od razu zaopatrzyć się w broszury i informatory turystyczne oferujące najróżniejsze wypady i formy zwiedzania. Każdy, ale to dosłownie każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Lubisz ekstremalne wyjazdy? A może chcesz by zawiózł Cię wszędzie autobus? Znajdzie się coś i dla Ciebie. Trzeba się tylko na coś zdecydować.

Pozytywnie zaskoczyło nas też śniadanie- w końcu w stylu europejskim i bardzo przypominające śniadania fińskie. W końcu Islandia to krewniaczka Skandynawii. Język brzmi ciekawie, a po kilku dniach nazwy wydają się nieco łatwiejsze. Ulice, miasta i Islandczycy również wydali nam się podobni do tych znanych ze Skandynawii, no może poza jednym wyjątkiem. Mieliśmy pecha (ale żeby tak przez cały pobyt??) albo ludzie zwyczajnie nie byli mili. Wiem, narzekam. Nie oczekiwałam wiecznego przyklejonego uśmiechu ani chęci zaznajamiania się i bratania z nami, jednak Islandczycy wydali nam się znudzeni obecnością turystów i opryskliwi- od panów na lotnisku, poprzez panią w informacji i właściciela hotelu a na ekspedientkach w sklepach kończąc. Podobno o Islandii mówi się „Niceland”. Nie odniosłam takiego wrażenia.

Golden Ring

Jednak postanowiliśmy się nie zrażać i wdrożyliśmy w działanie nasz plan fotograficzno- wypoczynkowy. Na pierwszy ogień poszedł tak zwany „Złoty Krąg”.  Ponieważ nie interesowały nas zorganizowane wypady, wynajęliśmy najtańszy samochód od lokalnego właściciela. Szału nie było, ale był sprawny i dzielnie nam służył.

Zaopatrzeni w samochód, kanapki i picie ruszyliśmy na północ. I już za miastem przekonaliśmy się jak wiele jest prawdy w opinii, że jeździ się ciężko po Islandii. Nie dlatego, że droga jest zła, ale dlatego, iż przy takich widokach cały czas odwracana jest Twoja uwaga, a zwłaszcza jeśli jesteś fotografem i aż żal nie zrobić zdjęcia. No ale.

_EWA7606_h

Dobrnęliśmy w końcu do pierwszego przystanku- Parku Narodowego Þingvellir. Miejsce styku dwóch płyt tektonicznych: europejskiej i amerykańskiej. Jest to również pradawne miejsce spotkań islandzkiego parlamentu.

_EWA7722_h

_EWA7631-h

_EWA7632_h

_EWA7686_h

_EWA7701_h

_EWA7717_h

Po wizycie, wpadliśmy na miskę gorącej zupy (panie sprzedawczynie popatrzyły się na nas dziwnie, gdy zamówiliśmy talerz na dwie osoby.. może to nie jest popularna praktyka na Islandii?) i pojechaliśmy dalej zobaczyć ten jedyny oryginalny gejzer „Geyssir” od którego właśnie pochodzi nazwa gejzer. Bardzo podobały mi się z daleka widoczne kłęby pary i wielokolorowe skały pod stopami. Gejzer to rzeczywiście bardzo ciekawy wytwór. Gdyby nie wilgotny chłód z chęcią postałabym tam dłużej i patrzyła jak gotuje się nim, bulgoce a następnie cały strumień gorącej wody wylatuje w powietrze.

_EWA7854_h

_EWA7784_h

_EWA7792_h

_EWA7812_h

_EWA7847_h

Ostatnim punktem dnia był wielki wodospad Gullfoss. Najmniej mi się podobał z całego „złotego kręgu”, ale to wina pogody. Wiało niemiłosiernie (i wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to nic w porównaniu z tym co nadchodzi). Nie miałam możliwości zrobienia ani jednego zdjęcia, bo wiatr dosłownie mnie przesuwał. Dużo ciekawsze wydały mi się góry i lodowiec w oddali. I to właśnie tam dopadło mnie upiorne uczucie, które już nie opuściło mnie do końca wizyty, a w zasadzie zostało ze mną jeszcze kilka dobrych dni po powrocie do domu.

_EWA7893_h

_EWA7898_h

_EWA7901_h

— Dygresja o H.P. Lovecrafcie- można pominąć bez uszczerbku na zwiedzaniu—

Jestem fanką filmów i literatury grozy i horroru. Połapiłam się niedawno na klasyka H.P. Lovecrafta i jego opowiadania. Co prawda nie dokończyłam książki, jednak jedno opowiadanie przerwane w połowie, wywarło na mnie duże wrażenie. Było to „W górach szaleństwa”. Opowiadanie o ekspedycji na północ, która szukając zaginionych poprzedników odnalazła tajemnicze, ogromne góry i lodowce, a w nich…

Nie wiem czy to wina zbyt bujnej wyobraźni czy stylu Lovecrafta (a może i jednego i drugiego), ale widząc pierwszy raz góry Islandii i lodowce, zobaczyłam to o czym pisał słynny stwórca Cthulhu i Necronomikonu. I nie było to miłe uczucie, zwłaszcza mając na uwadze co spotkało bohaterów. Tak czy inaczej, śnieżne szczyty, lodowe ściany i cała islandzka aura śniły mi się dłuższy czas.

Krysuvik

Szczerze powiem, że nie pamiętam gdzie chcieliśmy dojechać drugiego dnia pobytu, pewne jest to, że nie tam, gdzie skończyliśmy czyli przy gorących źródłach Krysuvik.

_EWA7909_h

Wyjechaliśmy rano, zjechaliśmy na coraz marniej wyglądającą drogę żwirowo-żużlową, mineliśmy jezioro (zapewne w kraterze wulkanicznym) i dojechaliśmy do gorących źródeł Krysuvik.

_EWA7933_h

_EWA7959_h

_EWA7947_h

Po jakichś trzydziestu minutach zaczęli przybywać kolejni turyści, jednak początkowo mieliśmy całą instalację drewnianych pomostów tylko dla siebie. Mogliśmy pochodzić w siarkowych wyziewach sami i popatrzeć jak wrze woda z wnętrza ziemi.

_EWA7984_h

_EWA7995_h

_EWA8001_h

_EWA8007_h

_EWA8032_h

Na koniec zjechaliśmy na południe cyknęliśmy na szybko kilka zdjęć pociesznym islandzkim owcom i wróciliśmy do Reykiaviku.

_EWA8041_h

_EWA8053_h

„Nieudany” wypad na północ i Reykiavik

Następnego dnia, zainspirowana blogiem Kariny z KaryBoskiej (Karinę poznałam dzięki naszmu Klubowi Polki na Obczyźnie) chciałam poprowadzić nas na północ, może dałoby się coś ciekawego zobaczyć. Nie spodziewałam się jednak tego co nas czekało.

Wiało od samego rana, piękne słońce i wiatr. Wsiedliśmy do samochodu. Po drodze machało nami jak to przy wietrze, jednak widząć morze dopadł mnie niepokój. Nas poaflowaną wodą unosiła się biała mgiełka- musiało tam nieźle dmuchać. Gdy dojchaliśmy bliżej ściany fiordu, Prywatny Hiszpan chciał zrobić zdjęcie temu wietrznemu morzu. Zatrzymał samochód… I w tym momencie przyszedł podmuch wiatru. Poderwany z wielką siłą żwirek z drogi wpadł wprost na nasz samochód, na szczęście nie wybijając niczego. Sam samochód zaś zaczął trząść się i machać na wszystkie strony by w pewnym momencie lekko unieść się na swoich kołach i przesunąć kilka centymentrów do przodu. Przyznam, ze był to jeden z momentów, kiedy poczułam się bardzo nieswojo i panika wzięła górę. Zawróciliśmy. Nie wyobrażałam sobie jak można w takim wietrze jechać mostami pomiędzy fiordami (!!!), a byli tacy co najwidoczniej taki mieli plan i jak gdyby nigdy nic jechali. Kiedy zatrzymaliśmy się później nieopodal, pierwszy raz usłyszałam prawdziwe wycie wiatru. Nie jakiś tam szum, tylko niskie, basowe wycie, które porusza taką strunę gdzieś tam w głębi, jakiś takie straszne uczucie pewnie jeszcze z czasów prehistorii. Tak. To był udany wypad, chociaż nie tak jak myślałam.

_EWA8107_h

Po powrocie do Reykiaviku zwiedziliśmy starówkę. Bardzo przypominała nam Skandynawię. Chyba już jesteśmy skrzywieni. Wieczorem zaś, odwiedziliśmy Karinę, która chętnie odpowiadała na moje pytania i podsunęła kilka pomysłów na zwiedzanie Islandii. Dziękujemy!

_EWA8111_h

_EWA8127_h

_EWA8140_h

_EWA8145_h

_EWA8151_h

_EWA8156_h

_EWA8158_h

_EWA8165_h

_EWA8189_h

Vik

Następnego dnia ruszyliśmy do osławionego Vik, kolejnej mekki turystów. Minęliśmy po drodze dwa wodospady: Seljalandfoss, który można obejść dookoła oraz widowiskowy SKÓGAFOSS, który widzieliśmy także z góry po męczącej wspinaczce po schodach.

_EWA8239_h

_EWA8243_h

_EWA8247_h

_EWA8283_h

_EWA8308_h

_EWA8311_h

_EWA8331_h

_EWA8344_h

Zatrzymaliśmy się też na krótko by zobaczyć ów sławny Eyjafjallajökull oraz Dyrhólaey.

_EWA8294_h

_EWA8293_h

_EWA8299_h

_EWA8376_h

_EWA8381_h

_EWA8388_h

_EWA8430_h

Po tym postanowiliśmy poszukać naszego hotelu i po raz kolejny przekonaliśmy się że oznaczenia na drogach i znaki informacyjne o akomodacji to nie jest mocna strona Islandczyków. Już byłam przekonana, że skończymy w domkach kempingowych, jednak chociaż raz miałąm niespodziankę i naszym hotelem był jeden z Icelandair hotels, odnowiony i po prostu najlepszy hotel z całej naszej podróży. Jaka szkoda że nie mogliśmy w nim spędzić więcej czasu.

Po zameldowaniu wybraliśmy się w końcu zobaczyć słynne czarne plaże, skały i formacje wulkaniczne w Vik. I to był najmocniejszy punkt tej podróży, przynajmniej dla mnie. Formacje bazaltowe były niesamowite. Mogłabym tam stać i gapić się na nie godzinami, a potem odwrócić się i spędzić kolejne godziny patrząc jak biała piana morska rozbryzguje się na czarnych kamieniach. No po prostu to było to!

_EWA8453_h

_EWA8470_h

_EWA8475_h

_EWA8476_h

_EWA8477_h

_EWA8483_h

_EWA8487_h

_EWA8500_h

_EWA8516_h

_EWA8521_h

_EWA8524_h

_EWA8556_h

_EWA8624_h

_EWA8667_h

_EWA8699_h

_EWA8700_h

_EWA8701_h

_EWA8722_h

_EWA8725-H

Jökulsárlón

Następnego dnia ruszliśmy przez niezmierzone pustkowia do Jökulsárlón. Miejsce to urosło w naszych wyobrażeniach (a przynajmniej wyobrażeniach Prywatnego Hiszpana) do rangi cudu natury, bo tak wszyscy którzy mieli okazje to zobaczyć je opisywali. Lodowcowe jezioro z dostępem do oceanu, dzięki czemu woda w nim nie zamarza nawet stykając się z lodowcem. Podczas odpływu, wody zabierają ogromne bryły oderwanego od lodowca lodu i wyrzucają na czarna plażę.

_EWA8736_h

_EWA8738_h

_EWA8740_h

_EWA8747_h

_EWA8792_h

_EWA8810_h

Kiedy dotarliśmy do Jökulsárlón było piękne słońce, lód był niebieski, a na plaży były całe grupy mniej lub bardziej profesjonalnych fotografów. Postanowiliśmy zameldować się w hotelu i wróciliśmy na wieczór, w nadziei na jakąś zorzę. Jednak nie udało się.

_EWA8829_h

_EWA8833_h

_EWA8902_h _EWA8932_h _EWA8976_h _EWA9039_h _EWA9051_h _EWA9067_h _EWA9106_h

Wtsaliśmy następnego dnia w strugach deszczu i szarówce. Plaża i lodowiec wyglądały bardzo klimatycznie w tej aurze, niestety zafundowały Prywatnemu Hiszpanowi zawód, z racji niemożności zrobienia zaplanowanych zdjęć.

_EWA9145_h

_EWA9146_h

_EWA9165_h

Dzień uratowała wizyta w lodowej jaskini pod lodowcem. Wybraliśmy się z lokalnym przewodnikiem poleconym nam w hotelu, co było najlepszym rozwiązaniem. Było taniej, wygodniej no i pojechaliśmy w bardzo małej grupce (4 osoby, podczas gdy za wyjazd w grupach 6 czy 8 osobowych trzeba sporo przepłacić w porównaniu do grup 15 osobowych). Jaskinia to było coś niesamowitego, jednak większe wrażenie zrobił na mnie sam lodowiec. Wielki, szaro-biało- niebieski. Jaskinka którą zwiedziliśmy była bardzo niska, cały czas byliśmy „w kucki” jednak do nadejścia prawdziwej zimy, tylko ta była na tyle bezpieczna, by wprowadzać do niej turystów.

_EWA9257_h

_EWA9270_h

_EWA9303_h

_EWA9317_h

_EWA9348_h

_EWA9358_h

_EWA9383_h

Następnego dnia wróciliśmy do Reykiaviku. Zatrzymaliśmy się na chwilę w Vik (oj bo było na co popatrzeć), jednak praktycznie cały dzień zszedł nam w drodze.

_EWA9487_h

_EWA9492_h _EWA9515_h _EWA9526_h _EWA9534_h _EWA9548_h _EWA9568_h _EWA9590_h _EWA9608_h _EWA9610_h

Wrażenia

Islandia podobała mi się bardzo. Mimo zrażenia do mieszkańców, spędziliśmy tam miło czas. Zrobiliśmy dużo zdjęć, jednak jeszcze więcej „zaplanowaliśmy” na następne wyjazdy, bo jest niemal pewne, że wrócimy. Przypominała mi trochę hiszpańską wyspę Lanzarote (jeszcze kiedyś coś o niej wspomnę:)) tylko w zimniejszym klimacie i duuużo większą. Jednak podobieństwa wulkaniczne są uderzające.

Wyspa była taka jaką spodziewałam się ją zastać, nieco mroczna, dzika, nieco straszna, cicha i spokojna. Muzyka „Wardruny” pasuje tutaj śwetnie.

Bardzo fajny jest też „styl” islandzki, bo sklepy pełne są ładnych rzeczy. Niestety trafiają się też zupełne „kicze”, no i ceny są powalające. Sklep można obejrzeć sobie tutaj na przykład. Nie próbowaliśmy też lokalnego jedzenia, bo sporo wykraczało poza nasz budżet.

Podczas naszego pobytu odbywał się też festiwal muzyczny „Airwaves” i w zasadzie wszyscy myśleli, że właśnie na niego przyjechaliśmy.

Co jeszcze? Jest to chyba pierwszy kraj (a kilka już odwiedziłam w swoim życiu), w którym tak ostentacyjnie widać było pary homoseksualne. Nie mam nic przeciwko nim, jednak nie jestem przyzwyczajona do takiej otwartości na ulicach czy w restauracjach.

I to chyba na tyle z wizyty na Islandii. Wrócimy na pewno. Pytanie tylko kiedy i gdzie tym razem zawędrujemy.

Przydatne strony:

1.Przewodnik turystyczny:  http://www.visiticeland.com/

2. Festiwal muzyczny Airwaves: http://icelandairwaves.is/

3. Hotel w Vik należał do tej sieci: http://www.icelandairhotels.com/

4. Wynajem samochodu od mieszkańców: http://www.carrenters.is/

5. Hotel w Reykiaviku: http://www.metropolitan.is/

6. Hotel w Jokulsarlon: http://hali.is/

7. Przewodnik po jaskini lodowej: https://www.facebook.com/glacieradventures?fref=ts

_EWA9611_h

Reklamy

15 myśli na temat “W krainie ognia i lodu- Islandia pierwsze podejście

  1. Niesamowite zdjecia Ewa Powalają po prostu to z dlugą migawką przy wodospadach magia. Podziwiam i pozdrawiam bardzo ciepło Islandia jest na mojej liscie na 2016 chcę przejść pieszo przez 3 tygodnie ile się da Albo w poprzek albo część wokół jeszcze nie wiem dokladnie i szukam porad. Serdeczne gratulacje dla nowożeńców !

  2. Zawsze wracam do tego jednego wpisu. Marzę o Islandii.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za odwiedziny !

      1. Gus-Gus nie znalam. Wardruny za to slucham i slucham i slucham i sie oderwac nie moge. Jesli wybierzesz sie na Islandie, to Wardruna do samochodu i wrazenia niezapomniane:)

      2. Warduna powala na kolana 🙂 Fascynacja tym krajem , muzyką , historią , tradycją pali się we mnie 🙂 Dziękuję Ci!

  3. Niesamowite zdjęcia, zapierają dech w piersiach! Ja Islandię odwiedziłam w tamtym roku, i zamierzam wrócić w tym aby objechać Westfjords… Kraj hipnotyzuje, ja się zakochałam we wszystkim… Jedno techniczne pytanko – czy mogłabym wiedzieć jakim aparatem i obiektywem fotografujesz?? Obrabiasz gdzieś zdjęcia? Piękne te zdjęcia! Pozdrawiam Żanet z Klubu Polki 🙂

    1. Dziekuje bardzo za przemile slowa!!
      Islandia rzeczywiscie hipnotyzuje i nie daje o sobie zapomniec. Westfjords tez mam w planie, oby sie szybko udalo zrealizowac:)
      Jesli chodzi o zdjecia to skrotowo:
      -Nikon d610
      -Nikkor 35 mm
      -Nikkor 85 mm
      -Nikkor 24 mm
      -CameraRaw + Ps CC (zupelny freestyle na zasadzie „a co sie stanie jak przesune ten suwak w prawo” albo „ciekawe co robi ta krzywa”:))
      Czasem uzywam tez innych obiektywow, ale te to moje dotychczasowe „ultimate combo”:) Czesc zdjec mam na flickrze, mozesz zobaczyc dokladne ustawienia aparatu w danych EXIF: https://www.flickr.com/photos/30445187@N03/
      Jeszcze raz dziekuje za mile odwiedziny i pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s