O herbatach

Matcha prawie zen- matcha z Nary

W ostatnim wpisie wspomniałam, że poza senchą w herbacianym sklepiku w Narze w moje ręce wpadła matcha. Pani wyjęła mi ją z lodówki i zaznaczyła, że trzeba herbatę trzymać w chłodzie. No nic, podróż jak to podróż, więc moja matcha od tamtego dnia lodówki nie widziała. Została za to zalana z zewnątrz czymś niezidentyfikowanym. Został ślad na puszce…

Wspominając jeszcze wizytę w Kraju kwitnącej wiśni (albo w moim wypadku raczej Kraju Złotego Liścia Momiji) postanowiłam spróbować odtworzyć chociażby namiastkę ducha ceremonii herbacianej. Wzięłam więc matchawan (kupiony w sklepie z pamiątkami w Kyoto), chasen I chashaku (kupione na Aliexpress), matę do suszi, bambusowy kubek (też pamiątka z Kyoto) oraz zorganizowałam sobie gałązkę kwitnącego pigwowca. W roli japońskiego ciasteczka gościnnie wystąpiło hiszpańskie ciasteczko.Matcha1

Usiadłam w skupieniu, wszystko ustawione, przez okno wraz z wiosenną bryzą wpada śpiew ptaków, woda jest, cisza…, skupienie… Nasypałam herbaty, zalałam wodą, napędzlowałam się, uzyskałam pianę.

Moment kulminacyjny i.. matchawan się obracało 2 czy 3 razy? I w którą stronę? Drobny zgrzyt, ale się nie poddaję. Znów skupienie, cisza, dźwięk odpalanego pod oknem silnika… No i po przyjemnej wiosenniej bryzie i świergocie ptaszków nie ma śladu. Motor skutecznie ściągnął mnie na ziemię. Poczekałam chwilę w nadziei, że może sobie pojedzie warczeć gdzie indziej. Niestety. Dużo mi jeszcze brakuje do mistrzów medytacji, cierpliwości i skupienia by móc stanąć ponad taką drobnostką. Wypiłam duszkiem matchę, zapomniałam nawet o ciastku. Pozbierałam zabawki i postanowiłam matchę zaparzyć jeszcze raz. (Spory wpływ miał na to także wpis Roberta I jego matcha pięknie spieniona. Kiedy porównałam ją z moim dziełem, wypadło jakoś blado…)

Matcha9

 Podejście drugie- wiosenna matcha

 Przy drugim podejściu na wszelki wypadek nie nastawiałam się na otwarcie okna. Kupiłam za to bzy:) No i w takim nieco okrojonym zestawie podeszłam do matchy jeszcze raz. Tym razem użyłam nieco mniej wody i nieco więcej herbaty (tak na oko wszystko). Znów się napędzlowałam i jest! Wyszła całkiem przyzwoita piana.

Matcha

Muszę przyznać, że ta herbata jest bardzo smaczna. Wcześniej miałam do czynienia jedynie z matchą kulinarną, która przy tej wydaje się półproduktem. Matcha kupiona w Narze (niestety nie wiem skąd dokładnie pochodzi) jest bardzo dobrze zapakowana. Nawet po tak długim czasie przechowywania, za każdym otwarciem wita mnie słodki przyjemny zapach. Kolor jest intensywnie zielony, pieni się dobrze no i smakuje przyjemnie (nawet bez ciasteczkaJ). Jest bardziej słodka niż gorzka, jednak nie jest to słodycz sztuczna. W popołudniowym słońcu, w zapachu wiosennych bzów piło sie ją bardzo przyjemnie, choć nie do końca “zen”. Szkoda tylko, że jak wszystkie herbaciane pamiątki tak szybko się kończy.

 

Reklamy

9 thoughts on “Matcha prawie zen- matcha z Nary

      1. Ewa, zamawiałaś matchę ceremonialną z Aliexpress? Bo ja tylko kulinarną. Raczej bym nie ryzykowała z ceremonialną. Sporo kosztuje i idzie miesiąc w niewiadomo jakich warunkach. Chyba lepiej skorzystać z oferty polskich sklepów herbacianych. Wcale nie mają astronomicznie drożej.

  1. Bardzo ciekawe. Miałam kiedyś okazję pić matchę podczas organizowanej w „ogrodzie japońskim” w mojej miejscowości ceremonii herbacianej. Mi nie zasmakowała, wydawało mi się, że smakuje jak ryba 🙂 Zdjęcia bardzo ładne:)

    1. Dziękuję!
      Może smakowała rybnie, bo to było pierwsze podejście do matchy? A może nie była do końca dobrą matchą? A może mieli ciasteczko, które trzeba było zjeść przed wypiciem herbaty? Polecam spróbować samemu kilku różnych match, żeby sobie wyrobić zdanie i rzeczywiście sprawdzić jak smakuje 😀

  2. Ania:
    Nie, do tej pory tylko kulinarną, chińską i kilka akcesoriów- chasen itd. Zamawiałam inne herbaty z Aliexpress i rzeczywiście się ślimaczyły, ale dotarły i jak na swoją cenę były ok. W zasadzie mam się teraz za nie zabrać, chociaż też są już po porządnym leżakowaniu u mnie w szafce….Na matchę ceremonialną raczej się nie skuszę na Alliexpresie.

  3. Wspaniały wpis! Zostałam zainspirowana do przeprowadzenia własnej „mini-ceremonii”. Śliczne zdjęcia, kwiaty dodają wiele uroku 🙂
    Może uda mi się znaleźć gałązki kwitnącej wiśni?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s