O herbatach

Czarne herbaty z Nepalu

Po powitaniu Nowego Chińskiego Roku wracam do serii nepalskiej. Tam razem na tapetę poszły cztery herbaty czarne. Zapraszam!

Gold Buds

Zaczęłam od tej herbaty i po całej degustacji to właśnie ona okazała się dla mnie najsmaczniejsza. Jeśli macie kilka herbat a pomiędzy nimi Gold Buds, to próbujcie jej ostatniej:)

Moje Gold Buds to SF (drugi zbiór) 2016 z ogrodów w pobliżu Panku Narodowego Langtang. Jak przeczytamy na stronie one Cup of Tea, jest to herbata produkowana ręcznie jedynie z pączka i najmłodszego listka.

Susz jest bardzo ładny- złotawy, ciemny. Zapachem przypominał mi darjeelingi, jednak był o wiele mocniejszy. Nieco ostry.

Wszystkie herbaty podczas tej degustacji przygotowałam w ten sam sposób: gaiwan, 90 stopni, pierwsze parzenie to 2 minuty, a każde następne minuta więcej.

W ogrzanym gaiwanie, herbata pachniała nieco bardziej suszonymi owocami, zbożowo i sucho.

Napar pomarańczowy w smaku jedwabisty i przypominająacy mi darjeelingi, bardziej wyrazisty. Kolejne parzenia przyniosły nieco owocowej kwaskowości, podpalania. Herbata spokojnie wytrzymała cztery parzenia i we wszystkich była smaczna.

 

Wild sunset

Drugą na warsztacie została Wild sunset produkowana ręcznie i suszona w promieniach himalajskiego słońca. To również SF z 2016 roku.

Susz jest poskręcany i pachnie nieco śliwkowo. W nagrzanym gaiwanie herbata pachniała mi skórę. To pierwsza herbata, która miała taki zapach (przynajmniej według mnie to była skóra:)).

W smaku przypomina nieco gunpowder black, nieco wędzoną herbatę, ale baardo delikatnie. Pomarańczowy, słoneczny napar ma coś śliwkowego, nieco orzechowego. W kolejnym parzeniu pojawiły się też rodzynki. Nie była tak wydajna jak gold buds, jednak trzy parzenia wyszły przywoite.

 

Hand rolled floral

To kolejna ręcznie produkowana herbata o dużych liściach. I duże to słowo klucz. Susz jest poskręcany w ślimaczki i pachnie nieco darjeelingiem, świeżo. W nagrzanym gaiwanie pojawiła się śliwka.

Napar w smaku ma nieco kwaskowości, suszonej śliwki i karmelu (albo czegoś podobnego). Podonie jak Wild sunset wytrzymał trzy parzenia, smakując dobrą czarną herbatą.

Classic Black

Na samym końcu próbowałam klasycznej czarnej herbaty. Na pierwszy rzut oka widać, że liście są połamane. W kolorze bardzo ciemno brązowe, z zielonymi akcentami. Również SF 2016. Przetwarzana mechanicznie.

Przypomina trochę darjeelinga, w smaku dość wyraźne suszone owoce.  Dobra „zwykła” czarna herbata.

Liście herbat po parzeniu: (Gold buds, Wild Sunset, Hand Rolled, Classic)

 

I tak w skrócie zakończyło się moje spotkanie z  czarnymi herbatami z Nepalu. Godne polecenia i samodzielnego spróbowania. Wszystkie herbaty są ze sklepu One Cup Of Tea.

Najciekawsiej wypadła Gold Buds i Wild sunset, chociaż Hand Rolled Floral za wielkość liscia też na 2 miejscu.

 

Reklamy

2 thoughts on “Czarne herbaty z Nepalu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s