O herbatach · Sprawy bieżące

Letnia przerwa herbatniczkowa

To już lato. Nie wiem jakim cudem przed chwilą życzyłam Wam Wesołych Świąt a tu nagle koniec wiosny. Dzisiejszym wpisem (choć w zasadzie powinnam go była powiesić tutaj wcześniej) inauguruję pierwszą herbatniczkową przerwę letnią. O przyczynach pisałam tutaj.

Co to będzie?

Otóż nie będzie mnie na blogu, poza sporadycznymi już zaplanowanymi wpisami. Pojawię się u Czajnikowego:) Zapraszam Was także na fb lub na Instagrama, gdzie udzielanie się, nie wymaga tyle czasu i przygotowań jak blogowanie.

Do kiedy?

Podejrzewam, że w połowie października Herbatniczek znów ożyje i będzie działał regularnie. W przygotowaniu mam kilka pomysłów i otwartych projektów, które mam nadzieję, jesienią dostaną wiatru w żagle:)

 

No i nie mogłabym zainicjować letniej laby bez herbaty:)

Ponieważ mam chwilę oderwania od pracy i jestem w kraju, pokażę Wam jak zazwyczaj radzę sobie z daleka od moich herbacianych rekwizytów.

Na to niemal już letnie parzenie wybrałam dwie niespodziankowo- urodzinowe herbaty od Arti Unici. Herbaty te musiały odczekać swoje zanim udało mi się do nich dotrzeć, jednak w ten sposób mogę się teraz nimi z Wami podzielić. Dziękuję Arti Unici!

34871214950_74355dc667

Pierwsza z nich to jaśminowa zielona herbata- Jasmine Dragon Pearl. Lubię jaśminowe herbaty, więc ta, bardzo mnie ucieszyła. Zaparzyłam ją zupełnie na oko, lekko przestudzoną wodą i to na dodatek w filiżance. Kulki herbaty wsypałam do filiżanki i pozwoliłam parzyć się spokojnie herbacie. Gdy liście zaczęły się otwierać, odcedziłam je sitkiem. (Sitko mam plastikowe i brzydkie więc go Wam nie pokażę). Potem herbatę zalałam jeszcze raz.

34414553064_3fe3040de7

34414552114_2b9f85ffe6

Herbata w porównaniu z innymi jaśminowymi które miałam okazję pić była nieco słodsza. Jaśmin nie narzuca się, herbata jest smaczna. Wykonałam chyba trzy parzenia. Widzę w niej też potencjał na parzenie na zimno.

35258397475_190d0a04e3

34449193743_9ccf55b6bf

Drugą herbatą parzoną w warunkach domowych był Milk Oolong. W zasadzie zrobiłam z niego wyzwanie sama dla siebie- bo jak tu zaparzyć oolonga bez czajniczków, mórz herbaty, termometru….

Zdecydowałam się więc na ledwo już dyszącą filiżankę po dziadku. Wygrzałam ją wodą, nasypałam pojedynczą saszetkę herbaty i przykryłam spodeczkiem. Znajomy zapach mleka. Milk oolong w zasadzie za każdym razem wydaje mi się coraz ciekawszą herbatą. Mam nadzieję, że uda mi się go spróbować z jak największej ilość źródeł, bo nie mogę go rozgryźć.

35258395475_06a7a44e2d

34449188043_396a8c5011

34449189713_86451b4d08

Pierwsze parzenie było nieco dłuższe, tak mi się przynajmniej wydaje, bo parzyłam na oko. W smaku mleko i… brzoskwinie. Pierwszy raz w herbacie tak wyraźnie wyczułam ten owoc. Nie spodziewałam się tego smaku, jednak nie kłócił się on z mlecznymi tonami.

34449202633_a3c8acbd13

Drugie parzenie osłabiło znacznie smak mleka i karmelu.

Do oddzielania liści od naparu również tutaj użyłam swojego brzydkiego, lecz skutecznego sitka.

Myślę, że udało mi się Wam pokazać, że dla chętnego nic trudnego i nawet jak się nie ma tych wszystkich fajnych naczynek, to herbatę można sobie zaparzyć:)

I takim właśnie „chałupniczym” sposobem żegnam się z Wami drodzy Czytelnicy na jakiś czas. Do zobaczenia/ napisania/ przeczytania jesienią!

 

Advertisements

One thought on “Letnia przerwa herbatniczkowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s