O herbatach · Sprawy bieżące

5 lat Herbatniczka i gruzińska herbata

18 listopada Herbatniczek obchodzi swoje piąte urodziny. Nie wierzę… jakimś cudem nadal udaje mi się mobilizować do pisania, pstrykania fot, podróży i nauki herbaty!

Z okazji urodzin małe podsumowanie herbatniczkowego roku… a działo i dzieje się!

  1. Udało mi się częściowo zrealizować postanowienia z zeszłorocznych urodzin. Powolutku ruszył elementarz herbaciany. Działa też mniej lub bardziej prężnie instagramowe konto Herbatniczka. Najważniejszą chyba jednak zmianą była moja cisza spowodowana sezonem ślubnym w pracy.
  2. W Leon utworzyła się pierwsza malutka i nieśmiała grupka herbaciana Cha Leon. Udało mi się zrealizować 4 spotkania. To wcale dużo. Obecnie Cha Leon zaczyna działać w sieci. Jeśli jesteście ciekawi zapraszam Was na hiszpańskiego bloga lub fanpage na facebooku. Przed nami też kolejne herbaciane spotkania.
  3. Udało mi się spotkać z herbaciarzami, choć na chwilę, ale zawsze to miło posiedzieć z czarką w dłoni.
  4. Odbyła się trzecia edycja Zaparzaj!. Mogliście już o tym poczytać na Herbatniczku.
  5. Zostałam ambasadorką Arti Unici w Hiszpanii.

 

Plany? Oczywiście, ale w tym roku ich nie zdradzę. Dzieje się dużo. Nowe projekty, nowe ścieżki, w tym te herbaciane, które czekają na odkrycie. Trzymajcie kciuki!

A skoro urodziny, to dzisiaj na blogu specjalna herbata. Gruzińska. Zapraszam!

O herbacie gruzińskiej czytałam na innych herbacianych blogach, o herbacie gruzińskiej słyszałam. I to nie byle co, tylko niemal zawsze pozytywne opinie. Podjęłam więc prężną decyzję- trzeba spróbować. Tym bardziej, że to czarna herbata, która zawsze jest u mnie mile widziana. I tak by się mogła ta historia ładnie zakończyć już rok temu, ale…..

Tłumaczyłam sobie pojedziesz do Polski na Zaparzaj, będzie herbata gruzińska. No i była, tylko, że z wielu przyczyn nie zdążyłam sobie jej kupić. W sumie tak się właśnie nauczyłam, że jeśli jakaś herbata szepcze Ci spróbuj mnie, zabierz mnie do domu, to tak właśnie trzeba uczynić, bo różnie to może potem być. Nic to. Podejście drugie na Święcie Herbaty w Warszawie. Okazało się, że herbata gruzińska się już skończyła. Tym razem jednak, nie było to tak dobijające, bo akurat w zamian za nią kupiłam afrykańską białą herbatę, która mnie doskonale pocieszyła.

Jak to mówią, do trzech razy sztuka. Kiedy w końcu na stronie The Tea doszukałam się tych gruzińskich herbat, długo się nie zastanawiałam. I tak w ramach próbnego zakupu powędrowała do mojego brata czarna gruzińska herbata Ramiz. W końcu! A najlepsze okazało się to, że gdy po dwóch miesiącach leżakowania paczki u brata w szafie dobrałam się w końcu do herbat, to w zamówionej też subskrypcji znalazłam i Leilę. Juhu!

O herbacie w Gruzji bardzo ładnie napisali Łukasz , Jola i Łukasz. Ha! Mówiłam, że sporo czytałam:) Nie będę się powtarzać, zapraszam Was do odwiedzenia ich wpisów.

Wiecie już teraz- na tą specjalną okazję wybrałam specjalną herbatę.

Leila Black Tea, maj 2017

Na wstępie powiem od razu, że jestem pod wrażeniem opisu herbaty, który załączył Wojtek do subskrypcji. Gdyby tak mogły wyglądać wszystkie opisy herbat!

Moja herbata pochodzi ze wsi Chakvi i jest krzyżówką odmiany Kolchida z krzewami pochodzącymi z Yunannu. Wyprodukowana przez Panią Leilę, niemal moją równolatkę. (To w tym wieku ludzie mają już swoje własne herbaty, a ja czego w życiu dokonałam! ?) Herbata w całości produkowana jest ręcznie. Opis porównuje ją do koreańskiej balhyocha, która nomen omen nadal plasuje się bardzo wysoko na liście moich ulubionych herbat.

Pachnie bardzo podobnie do własnie balhyocha którą miałam od Roberta Sayamy. Ma w zapachu nieco z ostrości, ciepła i owoców… jabłek. Listki ciemne mocno skręcone.

Zaparzyłam ją w hohinie w temperaturze około 100 stopni i z 1,5 g suszu. Kolor brudnawo żółty, smak… również lekko owocowy, aromatyczny. Napar aksamitny w ustach. Bardzo smaczna herbata.

Ramiz Black Tea, maj 2017

To druga po Leili herbata czarna. Ta również pochodzi z Chakvi jednak jest produkowana przez Pana Ramiza. To także mała domowo produkcja. Zapach tej herbaty nieco przypomina mi te wyżej utlenione oolongi, nieco darjeelinga, a nieco pieczywo chrupkie.

Listki także mocno zwinięte i niemal czarne. Parzenie podobne jak przy Leili. Ramiz wydał mi się nieco mniej bogaty w smaku. Był jednak bardziej wydajny. Również bardzo mi posmakował. Liście po rozwinięciu okazały się większe od tych Leilowych.

 

I na tym zakończę urodzinowy wpis.

Dziękuję Wam wszystkim, że razem ze mną przemierzacie herbaciane ścieżki, a nieraz przedzieracie się przez istny herbaciany busz. Bardzo cieszę się, że mogłam Was poznać i że stało sie to poprzez herbatę i Herbatniczka.

Reklamy

4 myśli na temat “5 lat Herbatniczka i gruzińska herbata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s