O herbatach

Mini Tuo Cha i Lao Cha Toe

Są takie herbaty za którymi jakoś specjalnie nie szaleję. Każdy ma swoich fawoytów, mam i ja. Herbaty Pu-erh no cóż, do moich ulubieńców nie należą. Pijam je jednak od czasu do czasu, bo jak wiadomo smak się zmienia. Herbata herbacie też nierówna i koniec końców udało mi się już całkiem niespodziewanie wypić kilka smacznych herbat Pu-erh. Dzisiaj degustuje aż dwie. Obie zostały przekazane przez Arti Unici.

Mini Tuo Cha

沱茶 tuó­chá oznacza sprasowaną herbatę z Yunnanu i Syczuanu, której nadaje się formę gniazd lub mis. Jak kto woli. Mini, ponieważ ta jest 5 gramowa czyli w wersji mini.

Więcej opisu o samej herbacie znajdziemy na puszce.

Susz jest bardzo mocno sprasowany, prawie czarny. Pachnie… najbliższe skojarzenie to skórzany pasek i wilgoć. Herbatę zaparzyłam sześć razy, wodą o temperaturze 95 i 100 stopni. Użyłam gaiwana, obudziłam liście. Parzenia to 30 sekund, 1 minuta, 1 minuta, 1,5 minuty, i 2 minuty x2.

Herbata przy pierwszym parzeniu wyszła nieco blada i pachniała świeżym praniem. Wiem, że to trochę dziwne skojarzenie, ale taka właśnie ciepła wilgoć, którą pamiętam z dzieciństwa otaczała świeżo krochmalone pranie.

Kolejne minutowe parzenia pokazały charakter Mini Tuo Cha. Kolor ciemnego wina, zapach i smak mokrego drewna, jedwabista w ustach. Co ciekawe, przy trzecim parzeniu napar pachniał delikatnie wiśniami.

Ostatnie dwa parzenia przygotowałam cieplejszą wodą. Według mnie najsmaczniejsze było piąte. Łagodniejsze i słodkie. Szóste parzenie było już bledsze.

 

Lao Cha Toe

O tej herbacie wiem bardzo niewiele, no poza tym, że pochodzi z Chin i jest Pu-erhem. Starałam się wyszukać jakieś informacje, ale znalazłam tylko te dotyczące Lao Cha Tuo. Co prawda jest bardzo podobna, ale znając zamieszanie w nazewnictwie herbat i moje małe znajomości Puerh nie będe się sprzeczać i pozostanę przy nazwie zapisanej na opakowaniu.

Herbata jest odłupana, matowa, ciemnoczerwona, złotawa. Mocno pachnie… mokra leśną ściółką i mchem. Bardzo przyjemny zapach. Ciekawie robi się też po przesypaniu herbaty do ogrzanego naczynia. Zaczyna ona wtedy pachnieć buraczkami, co jak już kiedyś wspominałam bardzo miło mi się kojarzy.

Parzenie podobne jak poprzedniej jak przy Mini Tuo Cha.

Podobnie jak w poprzedniej herbacie pierwsze parzenie wyszło blade, jednak już tutaj dało się poczuć różnicę. Lao Cha Toe jest słodka, buraczkowa i ostra.

Kolejne parzenia potwierdziły zapowiadane smaki i aromaty. Smaczne buraczki, wilgoć i pikantne zakończenie. Napar jedwabisty w ustach. Drugie i trzecie parzenie zapachem przywołały mi skojarzenie wilgotnego asfaltu, takiego w gorący dzień, tuż po burzy. Nie wiem czy kiedyś zdarzyło Wam się podelektować takim zapachem. Polecam.

Obie herbaty są ciekawe i warte spróbowania. Gdybym miała wybierać zostałabym przy Lao Cha Toe za ten zmieniający się zapach i smak buraczków.

A Wy lubicie herbaty Pu-erh? Macie jakąś Waszą herbatę, którą często omijacie szerokim łukiem?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.